poniedziałek, 8 września 2014

A gdybyśmy....

Może się wydawać, że nie uaktualniam tutaj wieści. Nic bardziej mylnego. Po prostu jestem ciągle na tym samym etapie. Kolejny post piszę w Polsce, naprawdę nadal nic nie wiadomo o moim wyjeździe. 
Naprawdę mam spakowaną walizkę. Naprawdę nasłuchuję, czy telefon nie dzwoni. 
Naprawdę nie jestem aż tak bardzo zaniepokojona, po prostu ćwiczę ducha. Nie tylko poprzez czekanie. Wczoraj przeszłam z Z. jeden z najbardziej męczących szlaków górskich - z Turbacza do Krościenka. Wejścia, z których natychmiast się schodzi, wykończyły mnie...psychicznie. Wiadomo - szlak papieski, to i duch musi się umacniać. Ale wspomnienia wspaniałego wieczoru na Turbaczu z gitarą i żartem o papudze pewnie przeważą. 
Jednak jest to niesłychane, że w jednym miejscu i czasie spotykają się różni ludzie i pewnie już nigdy w tym samym składzie i miejscu się nie zejdą. 

Zachwyt nad życiem trwa nieustannie. 


Kto postanawia, 
że jedyny raz na ziemi 
na jedną chwilę ty i ja 
odnajdujemy się 
i zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz