Naprawdę mam spakowaną walizkę. Naprawdę nasłuchuję, czy telefon nie dzwoni.
Naprawdę nie jestem aż tak bardzo zaniepokojona, po prostu ćwiczę ducha. Nie tylko poprzez czekanie. Wczoraj przeszłam z Z. jeden z najbardziej męczących szlaków górskich - z Turbacza do Krościenka. Wejścia, z których natychmiast się schodzi, wykończyły mnie...psychicznie. Wiadomo - szlak papieski, to i duch musi się umacniać. Ale wspomnienia wspaniałego wieczoru na Turbaczu z gitarą i żartem o papudze pewnie przeważą.
Jednak jest to niesłychane, że w jednym miejscu i czasie spotykają się różni ludzie i pewnie już nigdy w tym samym składzie i miejscu się nie zejdą.
Zachwyt nad życiem trwa nieustannie.
Kto postanawia,
że jedyny raz na ziemi
na jedną chwilę ty i ja
odnajdujemy się
i zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz