niedziela, 20 września 2015

A co, jeśli to ja?

Najważniejsze przypomnienie ostatnich dni, tygodni i miesięcy - Polska jest piękna. Z każdym krokiem sobie uświadamiam swoje szczęście, że żyję tu i teraz. Cenne!
 Wszystko, co piękne, przemija. I podróż życia minęła, i wakacje, ale znowu idzie nowe. Czuję to na każdym kroku. I kto wie, czy jesień nie jest piękniejsza od lata...?






Między górą, skałą a wodą - tak mogę określić moje wędrowanie wakacyjne. I choć nie była to ani droga do Santiago, ani wymarzony Petersburg, to i tak serce rośnie, prawie jak Kochanowskiemu.


Mamy w Polsce sporo niedocenianych miejsc. Szlak warowni jurajskich...

                                                     

Wypadłam z formy pisania, ale wracam.





 Zagłusza mnie znów miejski gwar, 
czytaj z ust...


piątek, 5 czerwca 2015

Cuda

Myślałam, że już nie zdążę niczego napisać, ale okazało się, że wszystko jest możliwe... Dzisiaj miałam dojechać do wioski oddalonej o 100 km od mojego miasta. Ostatnie 30 km po drodze bez asfaltu, czasem po polu, krótko mówiąc - w stepie szerokim. No i najłatwiej by było, gdybym wyjechała rano. Ale wiadomo - kawunia, potem rozmowy, potem herbatunia, potem konkluzje - czas dobiegł południa. Potem jeden telefon - wsjo - biegnę na autobus. Jadę z miłą siostrą Lilianą autobusem. Droga asfaltowa bez większych dziur - 70 km. Pomysły się kończą, jak dojechać dalej. Pada dość mocno. Liliana zaprasza na obiad. Ja mówię, że na tym wycieczka się skończy. Dobre i to. Ale nagle zatrzymuje się samochód. Kierowca woła. My wsiadamy. Siostra go nie zna. On zna ją. Po drodze siostra pyta, czy może by nie pojechał ze mną dalej. On na to, że w zasadzie może jechać. Potem się okazuje, że zobaczył zakonnicę idącą w deszczu i pomyślał, że człowieka nie może tak zostawić. Gość kopał w ogródku, ale pojechał ze mną na 4 godziny. Jakaś część Europy we mnie zupełnie tego nie pojmuje... 
Niemożliwe staje się możliwe, a Bóg strzeże przybyszów. Przekonuję się o tym na każdym kroku. Czy warto było całego tego zachodu na wschodzie? 









Pozostaje tylko jedno pytanie. Wracać?:)




Kto nie boi się wierzyć, że się uda?
Ja nie, ja wiem, że wiara czyni cuda...

wtorek, 2 czerwca 2015

Wracając...


Wszystko ma swój czas...Nie wiedziałam, że ten czas tak szybko się skończy. Ogrom doświadczeń, pięknych chwil, cudownych spotkań, trudnych rozmów - kolejność chyba nie jest przypadkowa. Nie oczekujcie jednak, że będę w stanie opowiedzieć to, co zobaczyłam.
Wrócę i będę rzucała urywki wspomnieć, obrazów, rozmów. Pełnego obrazu nie zobaczycie nigdy. I pozostanie jakiś niedosyt. 


Sezon działkowy w pełni. Jutro kolejny szaszłyk. Cudnie;)

Lato przyszło do nas bardzo szybko. W niedzielę ośmieliłam się (dlatego że nie sama, a z monaszką:) RM) na wycieczkę kołem. Udało nam się wsiąść, nie wypaść i wysiąść. Wrażenia jednak tak silne, że potem trudno było się zmieścić w obiektywie:)


No i jeszcze jedno. Na środku pokoju rozłożona walizka, która przez te kilka miesięcy ewidentnie zmalała. Na stole i łóżku pełno wszystkiego. Plan dalekosiężny - jutro wyprowadzka, plan bliższy - sen. Życie jest piękne!





Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje....



sobota, 9 maja 2015

Zwycięstwo...

Wiosna! 
Choć czasem może się wydawać, że to już lato, ale jeszcze jabłonie i grusze nie zakwitły, a piosnka właśnie dziś wybrzmiała. 

Tak wygląda kwitnący step. Przy słońcu, błękitnym niebie i lekkim wietrze. Pogoda idealna na rower. Można wypożyczyć u nas ten szał techniki na placu. Mam nadzieję, że jeszcze zdążę, zanim wyjadę. 
     
Dzisiaj dużo różnych zdjęć, bo mam spore zaległości. Mam za sobą też pięciosekundowy wywiad dla kazachskiej telewizji - ba, w języku rosyjskim:) A tu obok stolica, z autobusu wyglądało na niesłychanie ciekawy zabytek, a w środku .... galeria handlowa. 



A to zdjęcie z dzisiejszych uroczystości na placu. Można by zatytułować to zdjęcie POLÓWKA, gdyby nie wspomnienia, które w tym momencie zalewają mnie czerwonymi łzami:)
    

A to już zdjęcie sprzed kilku tygodni. Zamarzyły mi się takie śledzie po wiejsku, więc poszłam na stoisko - powiedziałam, że chcę śledzie z cebulą. Wybrałam łatwiejszą opcję objaśnienia pojęcia WIEJSKI. Jak wielkie było moje zdziwienie, jak przeczytałam napis na zakupionym pudełeczku - ot, małe szoczki (właśnie wymyśliłam to deminutiwum) z drugiego świata...


To są słodkości, które były na placu i dziś, i 1 maja - wtedy, kiedy udzielałam wywiadu:) Ale ktoś mi powiedział, że tylko mnie się wydaje, że mówiłam po rosyjsku:) Komedia lingwistyczna trwa:)


Dla tej części świata, która nie zna literek rosyjskich, przetłumaczę - 
Nie wolno całować ikon 
z pomalowanymi ustami...



Zwycięskie balony lecą w niebo... A u mnie leci czas. Kto by pomyślał, że przygoda powoli dobiega końca. A może to dopiero początek?...



Wysyłam nadzieję, 
co dasz, niech się dzieje, 
wierzę, że na łąkach mych 
spotkam Cię...





niedziela, 19 kwietnia 2015

Zwykłe nic


Cuda się zdarzają, nie zawsze potrafimy je zauważyć. W moim życiu jest ich pełno. Na przykład obiad i śmiech w doborowym towarzystwie, grzyby marynowane w occie 70%, słoiczek malin, spotkanie...Poszłam dzisiaj na zachód słońca, ale słońca nie było...Ale i tak było cudnie;)



Jezioro topnieje, ptaki śpiewają. Co ciekawe - za niedługo będę mogła uchwycić zachód słońca, jak będę wracać z pracy. Ściemnia się przed 21, dzień się wydłuża. Nieustannie mnie wszystko zadziwia.






























Dary, dary losu...
zachód słońca nad jeziorem,
zwykłe nic...

niedziela, 12 kwietnia 2015

Dopóki...

W obliczu Zmartwychwstania wszystko zmienia swoje znaczenie. Marzenie wiecznego życia miał nawet Czyngis - chan, o czym dowiedziałam się dzisiaj przy śniadaniu wielkanocnym, drugim już w tym roku - atut życia we wspólnocie wielu kultur i religii. 

Ale przed wiecznością jest jeszcze pogrzeb i cisza - przeżywana z najbliższymi. Wiadomość z mojego świata - brak klepsydr. Ciężkie życie i trudna śmierć. 

Na zdjęciu cmentarz w jednej ze wsi kazachskich. 



Wielkanoc inna od wszystkich, które przeżywałam do tej pory. Ale rzeżucha była, jajka ufarbowane w cebuli. Towarzystwo wyśmienite. I do tego jeszcze koleżanka skrobiąca pisanki ze słowami: Nie umiem, ale bardzo lubię:) I to mi się podoba;)


Widać na zdjęciach - zima schodzi ze stepu. Teraz, jak już całkiem się ociepli - mówią za tydzień, dwa - trzeba zrobić zdjęcia kwitnącego stepu. Będzie szał, na razie jest woda. Ale korzystają z niej też przydomowe zwierzęta, bo jak nie napić się wody, która odbija tak czyste niebo?

Można się w to niebo zapatrzeć. Zresztą lepiej patrzeć w niebo, bo na ziemi wielkie błoto. Wiadomo - jak w życiu...



Więc życzę patrzenia w Niebo z nadzieją na wieczność. 


Mędrcowi darować głowę racz, 
tchórzowi dać konia chciej. 
Sypnij grosza szczęściarzom
i mnie w opiece swej miej...

wtorek, 24 marca 2015

Idąc

Czas płynie, moje kazachskie miasto też - roztopy trwają, choć dzisiaj lekko przystopowały, mrozik wrócił. Od ostatniego pisania wiele się wydarzyło. I mały burancik w jednym z kazachskich kurortów, i ponowny wyjazd do Kirgizji, i przywitanie wiosny na placu.

No to zaczynamy od Barawoje - kazachski kurort i przedostatnia niedziela. Dzień za chmurami, ale jak tylko słońce wyszło, to wiatr (buran - taki mały, ale efektowny) przegonił chmury, pojawiło się błękitne niebo, a śnieg wyczyniał cuda na jeziorze.






Nie wiedziałam wtedy jeszcze, co mnie czeka na południu, więc łapałam słońce całą sobą. Poza tym wiatr popychał nas po lodzie tak, że w ogóle nie trzeba było stawiać kroków. No szał;)




Potem wyjechaliśmy na południe. Cudnie, że pewne obrazy zostają w sercu na zawsze. Ale nie mogę przesadzać z tymi zachwytami, bo Kasia S. znowu powie, że ma dość tej radości życia i stworzy swój własny blog - dla przeciwwagi - wszystko jest do kitu albo nawet gorzej;) W oddali Tienszan.
Zobaczyliśmy też rysunki naskalne z dawien dawna. Potem cała wycieczka pojechała nad jezioro Issyk - kul leżące na wysokości 1609 m n.p.m. W oddali majaczące szczyty górskie. Krasata;)











Wracaliśmy przez dawną stolicę Kazachstanu - Ałmatę. Był moment, by zajrzeć do parku i cerkwi.

Z drugiej strony placu tyle gołębi co w Krakowie. I akordeonista, który zagrał temat z Amelii. Dźwięki też zostają;)

Trwaj, chwilo, jesteś piękna.





A to zdjęcie z samochodu - po lewej nic, po prawej to samo:)
Step szeroki, sokoła nie widać.





Idę, idę, nie stanę, nie zawrócę,
drogi nigdy nie porzucę. 
Ja idę, idę, nie spojrzę się za siebie, 
idę prosto, meta w niebie.
Idę..