niedziela, 12 kwietnia 2015

Dopóki...

W obliczu Zmartwychwstania wszystko zmienia swoje znaczenie. Marzenie wiecznego życia miał nawet Czyngis - chan, o czym dowiedziałam się dzisiaj przy śniadaniu wielkanocnym, drugim już w tym roku - atut życia we wspólnocie wielu kultur i religii. 

Ale przed wiecznością jest jeszcze pogrzeb i cisza - przeżywana z najbliższymi. Wiadomość z mojego świata - brak klepsydr. Ciężkie życie i trudna śmierć. 

Na zdjęciu cmentarz w jednej ze wsi kazachskich. 



Wielkanoc inna od wszystkich, które przeżywałam do tej pory. Ale rzeżucha była, jajka ufarbowane w cebuli. Towarzystwo wyśmienite. I do tego jeszcze koleżanka skrobiąca pisanki ze słowami: Nie umiem, ale bardzo lubię:) I to mi się podoba;)


Widać na zdjęciach - zima schodzi ze stepu. Teraz, jak już całkiem się ociepli - mówią za tydzień, dwa - trzeba zrobić zdjęcia kwitnącego stepu. Będzie szał, na razie jest woda. Ale korzystają z niej też przydomowe zwierzęta, bo jak nie napić się wody, która odbija tak czyste niebo?

Można się w to niebo zapatrzeć. Zresztą lepiej patrzeć w niebo, bo na ziemi wielkie błoto. Wiadomo - jak w życiu...



Więc życzę patrzenia w Niebo z nadzieją na wieczność. 


Mędrcowi darować głowę racz, 
tchórzowi dać konia chciej. 
Sypnij grosza szczęściarzom
i mnie w opiece swej miej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz