Kolejny początek. Po ponad trzech miesiącach laby idę jutro pierwszy raz do pracy. Szok. Niedowierzanie, ale - nie ma co się dziwić - i radość:) Mam pracować w bardzo ładnym, nowym miejscu. Klasa nowa, piękna, świeża, jasna. Z okien rozpościera się widok na jezioro. Zapraszam.Jest sukces - wzięłam pieniądze z bankomatu. Te wydawałoby się proste i naturalne czynności w nowym miejscu takimi nie są. Dwa bankomaty nawet nie podjęły ze mną rozmowy. W końcu znalazł się taki, który dał mi mamonę. No i tu kolejny problem - ciągle nie wiem, ile mam pieniędzy. Zakupy w tysiącach tenge przerastają moje możliwości obliczeniowe. Więc już nie liczę, tylko płacę. Jest śmiesznie.
Co ciekawe - w mieście jest bardzo dużo lombardów, choć niektóre są superlombardami (!), aptek i notariuszy.
Miałam dzisiaj poza tym wystąpienie w kościele. Zapraszałam zebranych na lekcje polskiego. Był to jedyny element w języku polskim. Msze odprawiane są po rosyjsku przez polskiego księdza - takie zarządzenie biskupa.
Flamingi czy też żurawie znajdują się natomiast nieopodal mojej pracy. Przy rzeczce, która wpływa do jeziora. Myślę, że wszyscy czytający czekali właśnie na takie informacje;):):)
A i z ciekawostek - na 28. kanale w telewizorze w moim salonie jest TV Polonia. Dam radę;)
Przyzwoitość to waluta...

Nic z tego nie rozumiem. Jaki brak komentarzy, skoro wczoraj napisałam dwa!
OdpowiedzUsuńSwoją droga podziwiam samozaparcie w jeżdżeniu autobusikiem dla wi-fi, inaczej blog by nie istniał. ;)
Oczyma wyobraźni widzę Ciebie zaczynającą rechotać przed tymi bankomatami- zwłaszcza pierwszą dwójką, która Ci poskąpila mamony..;)
OdpowiedzUsuńWitam i podglądam!