niedziela, 2 listopada 2014

Alea iacta est...


Jeden z wiernych czytelników bloga powiedział mi, że znacznie ciekawsze są zdjęcia niż moje wpisy, więc teraz tylko zdjęcia:):) Podejmę to wyzwanie i zanim coś znowu napiszę, przemyślę to niczym Juliusz Cezar :)





Nie wiem jeszcze, dlaczego w tym miejscu jest tyle kości. Zapytam uczniów, wszystkiego się dowiem:)









Niedzielny spacer w pełnym słońcu pod niebieskim niebem...











Skoro były gnaty, to są i sroki:)




 Może się wydawać, że to zdjęcie już było, ale nie - to zupełnie inne miejsce, z innej strony miasta.




Inna czytelniczka zażyczyła sobie mnie na zdjęciu, więc oto i ja;)








Oprócz baraniny widziałam dzisiaj koninę i wołowinę. Gęsina też się trafiła. 









Bo każda droga ma początek i koniec...

Żeby się udało na końcu tej naszej spotkać ze Wszystkimi Świętymi:)





I dopiero gdy zawoła Bóg, 
to pożegnam wszystkie te rzeczy i znów 
pójdę boso...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz